Pierwsza fala upałów dała mi już w kość, ale gdyby nie ona to nie byłoby dzisiejszego sernika. Lekkiego, cytrusowego a co najważniejsze prostego i łatwego w wykonaniu! Jest pyszny, kremowy i orzeźwiający - powstał z połączenia starego przepisu mojej mamy i mojej inwencji twórczej, która nadała mu puszystości. Polecam wszystkim, ciężko przejść koło niego obojętnie!
CYTRYNOWY SERNIK NA ZIMNO:
0,5 kg twarogu zmielonego
1 szklanka cukru pudru (podzielona na pół + pół)
0,5l śmietanki 36%
2 galaretki cytrynowe
Skórka + sok z 1 cytryny
180g (1 paczka) maślanych herbatników
DO DEKORACJI:
2 galaretki truskawkowe
Garść truskawek
W garnuszku przygotowujemy galaretki cytrynowe w pomniejszonej o połowę ilości wody niż ta podana na opakowaniu. Odstawiamy do wystudzenia. Galaretkę truskawkową przygotowujemy według instrukcji na opakowaniu. Studzimy (ale nie wkładamy do lodówki!)
W osobnym naczyniu ucieramy twaróg z 1/2 szklanki cukru pudru na jednolitą masę. Dodajemy skórkę i sok z cytryny i mieszamy ponownie. W misce ubijamy schłodzoną śmietankę, aż będzie sztywna. Dodajemy pozostały cukier puder, ubijamy jeszcze przez chwilę, aby ustabilizować bitą śmietanę. Następnie dolewamy do niej powoli wystudzoną galaretkę cytrynową (najlepiej jakby już trochę stężała, ale nie całkowicie) cały czas miksując na najniższych obrotach. Następnie przekładamy bitą śmietanę do miski z twarogiem i miksujemy do połączenia. Blaszkę wykładamy herbatnikami (mają do siebie ściśle przylegać, w razie potrzeby należy je przyciąć). Wylewamy na nie masę serową i wstawiamy do lodówki do stężenia (ok. 1 - 2h).
Kiedy wierzch masy będzie już stabilny wylewamy na niego galaretkę truskawkową (jeżeli stężała przez ten czas możemy ją rozpuścić na najmniejszym możliwym ogniu cały czas mieszając) uprzednio układając na wierzchu truskawki.
Czekamy, aż galaretka na wierzchu stężeje i SMACZNEGO :)
Drożdżowe to ciasto, które darze nieskończonym uwielbieniem - od nastawiania zaczynu po jedzenie, każdy z etapów sprawia mi wielką przyjemność. Babcia zawsze powtarzała, że jest kapryśne jak kobieta, a podczas zagniatania mówiła swojej drożdżówce miłe rzeczy. Dzisiaj u mnie w wersji z owocami - możecie użyć dowolnych, najlepiej sprawdzą się kwaśne - rabarbar, wiśnie, porzeczki, pierwsze śliwki, maliny. Sam placek jest delikatny, maślany i długo zachowuje świeżość, nawet na następny dzień.
PLACEK DROŻDŻOWY:
Pół kostki świeżych drożdży (50g)
0,5 kg mąki pszennej + ok. 50g do ewentualnego podsypywania
1 szklanka (250ml) mleka
3/4 szklanki cukru
2 żółtka + 1 całe jajko
100g masła
szczypta soli
Nastawiamy zaczyn - podgrzewamy mleko, do wysokiego naczynia rozkruszamy drożdże, wsypujemy łyżkę mąki i łyżkę cukru, zalewamy mlekiem (do przykrycia suchych składników, nie całe) i mieszamy do rozpuszczenia się drożdży. Odstawiamy do podwojenie objętości na 15 min.
W międzyczasie przesiewamy mąkę do miski, dodajemy szczyptę soli. W misce ubijamy żółtka i jajko z cukrem na puszysta masę, wlewamy do nich mleko i delikatnie mieszamy. Rozpuszczamy masło i odstawiamy do przestygnięcia. Kiedy mamy już wyrośnięty zaczyn wlewamy go do miski z mąką, dolewamy jajka z mlekiem i łyżką mieszamy całość, aż zacznie formować się w lepiące i grudkowate ciasto. Następnie zaczynamy dolewać do niego masło stopniowo i zagniatamy już ręcznie (najlepiej gdybyśmy zagniatali koło 20 minut, ale wystarczy do uformowania gładkiego i sprężystego ciasta, które ma być klęjące i lejące). W razie gdyby ciasto było wyjątkowo klejące i sprawiało trudności podsypujemy je mąką. Zagniecione ciasto wkładamy do miski, przykrywamy folią spożywczą albo ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na 1h.
Wyrośnięte ciasto zbijamy pięścią, aby usunąć nadmiar powietrza, następnie przekładamy do dużej blaszki wyłożonej papierem do pieczenia i posypujemy z wierzchu owocami i kruszonką.
KRUSZONKA:
50g masła
Pół szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
Wszystko zagniatamy w misce palcami. W razie gdybyśmy woleli bardziej sypka/bardziej maślaną możemy modyfikować podatne proporcje.
Odstawiamy ciasto do ostatniego wyrośnięcia na 15 minut. Nagrzewamy piekarnik do 180*C i pieczemy placek przez 30-40 minut (po 30 minut warto sprawdzać ciasto patyczkiem, jak tylko wyjdzie suchy z ciasta to wyciągamy). SMACZNEGO :)
W nowy rok weszłam z przeziębieniem - kaszel, katar i okropny ból gardła. Nie od dziś wiadomo, że chorym brakuje apetytu, ale przyznacie, szarlotce ciężko odmówić! U mnie w klasycznej wersji, bez zbędnych dodatków - cynamon, jabłka i kruche, maślane ciasto. Chciałam przetestować bożonarodzeniowy prezent (dziękuję A.!), dlatego zamiast jeden szarlotki miałam ich aż 10!
KRUCHE CIASTO:
2 szklanki mąki
3/4 kostki masła zimnego
1/2 szklanki cukru pudru
2 duże żółtka
Formy do mini tart smarujemy roztopionym masłem i oprószamy mąką. Do miski wsypujemy mąkę, cukier puder, wbijamy żółtka i na koniec dodajemy pokrojone drobno zimne masło - całość szybko i energicznie zagniatamy na gładkie ciasto. Od rozwałkowujemy je i wylepiamy nasze foremki. Nakłuwamy spody widelcem i chowamy je do zamrażalki na ok. 30 min - 1h.W tym czasie przygotowujemy nadzienie. Resztę ciasta zostawiamy na kartkę na górze, zawijamy w folię i chowamy do lodówki.
NADZIENIE:
ok. 4 duże jabłka
2 łyżeczki cynamonu (możecie dać mniej, ja lubię mocno cynamonowe szarlotki)
1 łyżka masła (spora!)
ewentualnie 1 łyżka brązowego cukru (jeżeli jabłka będą kwaśne)
Jabłka obieramy, drążymy pestki i kroimy w drobną kostkę. Wrzucamy na patelnie/do rondla na roztopione masło, posypujemy cynamonem (i cukrem), mieszamy dokładnie i chwilę podsmażamy, aż jabłka delikatnie zmiękną (ale nie zrobi się "ciapa"). Zdejmujemy z ognia.
Zamrożone mini tarty wyklejone ciastem wkładamy do piekarnika nagrzanego do 220*C na ok. 15-20 minut (aż się ładnie zarumienią). Wyciągamy i od razu nakładamy do nich przygotowane jabłka. Na wierzch możemy położyć kratkę zrobioną z pozostałego ciasta. Wkładamy do piekarnika, tym razem na 180*C i pieczemy jeszcze ok.20 minut (aż kratka się zarumieni). Wyciągamy i podajemy, najlepiej jeszcze ciepłe z gałką lodów! SMACZNEGO :)
Macie czasami tak, że macie ochotę na coś słodkiego późno wieczorem a tu nic nie ma, a najbliższy sklep dobre pół godziny od domu? Moje cantucci powstały właśnie w takich okolicznościach i sprawdziły się idealnie w towarzystwie książki i pysznej herbaty. Są kruche, aromatyczne i bogate w smaku, a przez dodatek cynamonu zyskują nowy, niepowtarzalny charakter!
CANTUCCI:
3 duże jajka
300 gram cukru pudru
3 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 opakowanie mieszanki bakaliowej (u mnie 200 gram - możecie zastąpić dowolnymi bakaliami, np. samymi migdałami)
Skórka z 1 cytryny
1 czubata łyżeczka cynamonu
Jajka ubijamy z cukrem na puszystą masę - aż potroją swoją objętość. Następnie dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i cynamonem i miksujemy wszystko do uzyskania jednolitej konsystencji. Następnie dodajemy bakalie i skórkę z cytryny i mieszamy dokładnie. Przy pomocy dłoni formujemy 3 "bochenki" na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia (w razie problemów możemy podsypać sobie dłonie mąką, jednak osobiście staram się radzić sobie bez niej) i wstawiamy je do piekarnika nagrzanego do 180*C na ok. 35 min - aż się ładnie zarumienią.
Wyjmujemy i odstawiamy do ostygnięcia. Kiedy będą już zimne kroimy je na kawałki grubości mniej więcej palca (1,5 - 2 cm), układamy na blaszce i podpiekamy przez 20 minut, obracając je na drugą stronę w połowie czasu. Najlepiej smakują zamoczone w gorącej kawie bądź herbacie, więc SMACZNEGO :)
W tę piękną niedziele mam dla Was równie piękny i pyszny torcik! Aromatyczny, delikatny, elegancki i słodki - taki jakie lubię najbardziej! Słodycz płatków róży jest stonowana śmietankowym kremem, a poncz na bazie czarnej herbaty z sokiem cytryny i wodą różaną sprawia, że całość staje się idealną herbaciano-różaną kompozycją, którą chce się jeść i jeść i jeść... ;)
BISZKOPT:
(na tortownice 27cm)
7 jaj (białka i żółtka osobno)
1 szklanka cukru
1 szklanka mąki pszennej
1/3 szklanki mąki ziemniaczanej
szczypta soli
Białka ze szczyptą soli ubijamy na sztywną pianę. Zaczynamy dodawać po jednej łyżce cukru i ubijamy aż do jej rozpuszczenia (sprawdzamy poprzez rozcieranie piany między palcami - jeżeli nie czuć drobinek cukru dosypujemy kolejną łyżkę). Powtarzamy aż do opróżnienia szklanki. Kiedy uzyskamy gładką, lśniącą i sztywną pianę zaczynamy dodawać po jednym żółtku, cały czas miksując. Następnie przesiewamy do jajek wymieszane mąki - na początki dodajemy 1/3 całości i mieszamy - następnie dopiero pozostałe 2/3 mąk. Delikatnie mieszamy szpatułką do uzyskania jednolitej masy. Przelewamy ją do tortownicy (dno wykładamy papierem do pieczenia a boki smarujemy masłem i delikatnie możemy oprószyć je mąką) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180* na 35-40 minut, do momentu uzyskania suchego patyczka. Po wyjęciu biszkopta z piekarnika zrzucamy go z wysokości ok. 50cm na podłogę (w tortownicy oczywiście!) i odstawiamy do wystygnięcia.
Wystudzony biszkopt (najlepiej robić to na drugi dzień) dzielimy na trzy blaty. Przygotowujemy poncz do nasączenia i ubijamy krem.
PONCZ:
1 torebka czarnej herbaty
Sok z połowy dużej cytryny
1 łyżka wody różanej
2 łyżeczki cukru
Parzymy herbatę w szklance przygotowanej, gorącej wody. Dodajemy cukier i mieszamy do rozpuszczenia. Po wystudzeniu herbaty dodajemy sok z cytryny i wodę różaną - mieszamy. Nasączamy blaty naszego biszkopta według uznania (ja nie zużyłam całej szklanki, ale wiem, że niektórzy wolą porządnie nasączone ciasta np. moja mama :D )
KREM ŚMIETANKOWY:
500ml kremówki tortowej 36%
250 gram serka mascarpone
1 szklanka cukru pudru
2 łyżki wody różanej
Mieszamy serek mascarpone z cukrem pudrem i wodą różną. Ubijamy kremówkę. Kiedy będzie już sztywna i puszysta zaczynamy dodawać mascarpone po jednej łyżce. Ubijamy krótko, byleby do połączenia się składników. Chłodzimy w lodówce przez 15-20 minut.
W między czasie mieszamy słoiczek konfitury z płatków róż (350g) z połową opakowania (300g) marmolady różanej.
Nasączamy pierwszy blat, smarujemy go połową różanej mieszanki konfitur i marmolady i wykładamy połowę naszego śmietankowego kremu. Powtarzamy z drugim blatem. Przełożony tort wstawiamy do lodówki do schłodzenia na parę godzin (najlepiej na całą noc).
KREM DO DEKORACJI:
500 ml kremówki tortowej 36%
500 gram serka mascarpone
1 szklanka cukru pudru
1 łyżka wody różanej
Postępujemy tak jak z kremem do przełożenia - mieszamy mascarpone z cukrem pudrem i wodą, ubijamy kremówkę, wszystko łączymy i chłodzimy. Smarujemy boki tortu i ozdabiamy według uznania - ja zdecydowałam się na prostą elegancję i róże przy użyciu tylki Wiltona 1M.
SMACZNEGO :)
Jesień już zawitała na dobre, a powoli przypomina nam już o sobie zima (chociażby w postaci dzisiejszego pierwszego, nieśmiałego śniegu). Dlatego też, aby umilić sobie chłodne i długie wieczory upiekłam pyszne, aromatyczne bułeczki z dwoma nadzieniami - wiśniowym i jabłkowo-gruszkowym. Gwarantuje, że zasmakują wszystkim, szczególnie kiedy będą jeszcze ciepłe!
CIASTO DROŻDŻOWE:
Pół kostki świeżych drożdży
Pół kostki masła
1 szklanka cukru
2 żółtka
1 całe jajko
1 szklanka mleka
Pół kilo mąki
Szczypta soli
+ łyżka mąk i łyżka cukru na zaczyn
W wysokim naczyniu (np. dużym kubku) nastawiamy rozczyn - rozkruszamy do niego drożdże, dosypujemy łyżkę mąki i łyżkę cukru i całość zalewamy odrobiną ciepłego mleka (podgrzewamy wcześniej naszą szklankę mleka i z niej nalewamy tę odrobinę). Mieszamy do rozpuszczenia się drożdży i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (ok. 10-15 minut).
W tym czasie przesiewamy do miski mąkę i dosypujemy do niej szczyptę soli. Nastawiamy żółtka i jajko do ubijania z cukrem - ubijamy do momentu uzyskania puszystej, jasnej masy. W garnuszku rozpuszczamy masło i studzimy je.
Kiedy nasz rozczyn podwoi swoja objętość (jeżeli potroi to nawet jeszcze lepiej!) przelewamy go do mąki i mieszamy szpatułką. Następnie dolewamy pozostałe mleko i ponownie mieszamy. Potem dodajemy ubite jajka i również mieszamy całość. Odkładamy szpatułkę i stopniowo dolewając masło małymi partiami (przed dodaniem kolejnej ciasto musi dokładnie wchłonąć poprzednia partię) zaczynamy zagniatać ciasto. Możemy to również zrobić przy pomocy robota - wtedy do misy wlewamy całe roztopione masło i zagniatamy odpowiednią końcówką. Wyrabiamy ciasto przez 10-20 minut, aż będzie gładki i elastyczne, nie powinno nam się bardzo kleić do dłoni. Zawijamy miskę folią spożywczą i odstawiamy do ciemnego i ciepłego miejsca do wyrośnięcia, aż ciasto podwoi swoją objętość (powinno to zająć 1-2h). Możemy również odstawić ciasto do wyrastania na całą noc do lodówki.
Kiedy ciasto nam rośnie przygotowujemy nasze nadzienia do bułek.
WIŚNIE GOTOWANE Z KARDAMONEM I WANILIĄ:
300 gram wiśni (ja użyłam tych ze słoika razem z sokiem)
1 płaska łyżka kardamonu
1 laska wanilii
1 płaska łyżka skrobi ziemniaczanej
+ cukier (jeżeli używamy świeżych wiśni to ok. 3-4 łyżek, do smaku, a jeżeli tak ja ja, tych ze słoika w gotowym syropie to możecie go w ogóle nie dodawać)
W przypadku świeżych owoców - pozbawiamy ich pestek, zasypujemy cukrem i wstawiamy na mały ogień czekając aż puszczą soki - wtedy dodajemy kardamon i wanilię (nasionka z wydrążoną laską) i gotujemy całość przez parę minut. Rozpuszczamy łyżkę skrobi ziemniaczanej w paru łyżkach soku i wlewamy do zagotowanych owoców. Zdejmujemy z palnika i mieszamy do zgęstnienia - odstawiamy do wystudzenia.
W przypadku owoców ze słoika - przelewamy je do garnuszka, dodajemy przyprawy i zagotowujemy. W razie potrzeby dosypujemy cukier do smaku. Rozpuszczamy łyżkę skrobi ziemniaczanej w paru łyżkach soku i wlewamy do
zagotowanych owoców. Zdejmujemy z palnika i mieszamy do zgęstnienia -
odstawiamy do wystudzenia.
KARMELIZOWANE, CYNAMONOWE JABŁKA I GRUSZKI:
4 duże jabłka
4 duże gruszki
1 łyżka cynamonu
6 łyżek cukru
1 łyżeczka masła
Jabłka i gruszki obieramy, pozbawiamy gniazd i kroimy w kostkę. Zasypujemy cynamonem i mieszamy. Na patelni (najlepiej ceramicznej) wsypujemy cukier i masło - podgrzewamy na dużym ogniu, aż do uzyskania złotego, lekko brązowego koloru - wtedy wsypujemy nasze owoce, zmniejszamy ogień i smażymy je, aż zmiękną (owoce powinny puścić sok, jeżeli będzie go sporo, należy zwiększyć ogień, aby odparował). Odstawiamy do ostygnięcia.
Po wyrośnięciu ciasta przekładamy je na stolnicę i formujemy z nich bułeczki z przygotowanymi nadzieniami - wielkość i kształt dowolne ;) W razie gdyby ciasto mocno się kleiło - podsypujemy je mąką.
Uformowane bułeczki przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, smarujemy rozbełtanym jajkiem z odrobiną mleka i odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce jeszcze na 10-15 minut. Po tym czasie możemy je posypać kruszonką i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180*C na ok. 25-30 minut. Studzimy na kratce bądź zjadamy jeszcze gorące, SMACZNEGO :)
Rok temu na blogu pojawił się przepis na te klasyczne bułeczki cynamonowe, natomiast dzisiaj mam dla Was ulepszoną, czekoladową wersję! Tym razem dopracowałam ciasto, teoretycznie niewielka różnica w przepisie, jednak wyszło ono znacznie delikatniejsze i puszyste, idealne! Polecam wszystkim łasuchom, szczególnie teraz, kiedy pogoda nas nie rozpieszcza.
CIASTO DROŻDŻOWE:
(przygotować dzień wcześniej)
Pół kostki drożdży świeżych (50gram)
Pół kilo mąki (500 gram)
100 gram cukru białego
Szklanka mleka
Pół kostki masła
2 żółtka
1 całe jajko
Szczypta soli
Podgrzewamy mleko, tak aby było cieple, ale nie parzyło nas w palec. W małym garnuszku rozkruszamy drożdże, dosypujemy do niech łyżkę mąki i łyżkę cukru i zalewamy je mlekiem (odrobiną, byleby przykryła wszystkie składniki znajdujące się w garnuszku), mieszamy dokładnie do momentu rozpuszczenia drożdży i odstawiamy do ciepłego miejsca na ok. 10-15 minut do czasu podwojenia ich objętości. W między czasie rozpuszczamy i studzimy masło. Żółtka i jajko ubijamy z cukrem na puszystą, jasną masę. Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy szczyptę soli i wlewamy zaczyn - mieszamy. Następnie dolewamy mleko i ponownie mieszamy. Teraz dodajemy ubite jajka i również mieszamy (to możemy już wymieszać ręcznie, powoli zaczynając zagniatać ciasto). Teraz dolewamy 1/3 masła i zagniatamy delikatnie z ciastem do momentu, aż zostanie całkowicie wchłonięte, robimy tak jeszcze dwa razy, Kiedy skończymy dodawać masło powinniśmy otrzymać gładkie, jasne i sprężyste ciasto, które będzie się delikatnie kleić do naszych rąk - zagniatamy je jeszcze przez 10-20 minut (w razie potrzeby możemy podsypywać je mąką). Po tym czasie owijamy miskę folią spożywczą albo przykrywamy ściereczką i odstawiamy do lodówki na całą noc (ok. 8-10h) do wyrośnięcia.
NADZIENIE CZEKOLADOWE:
100 gram masła
Pół szklanki cukru pudru (drobnego do wypieków)
3 czubate łyżki kakao
Roztapiamy masło z cukrem, dodajemy kakao i mieszamy aż otrzymamy gęstą, jednolitą masę. Gdyby była za rzadka - dodajemy więcej kakao, gdyby za gęsta - dolewamy odrobinę mleka, grunt, aby nie wypływała po zawinięciu ciasta - ma być dosyć zwartą masą.
Ostudzoną masą czekoladową smarujemy rozwałkowane cienko ciasto drożdżowe i zawijamy je wzdłuż dłuższego brzegu - powstałą w ten sposób roladę kroimy na ok. 20-24 bułeczki. Układamy je na blaszce przy okazji delikatnie je spłaszczając ręką. Smarujemy je roztrzepanymi żółtkami (ja potrzebowałam dwóch) z odrobiną mleka i odstawiamy na jakieś 15 minut do wyrośnięcia. Po tym czasie wstawiamy je do pieca nagrzanego do 180*C i pieczemy przez 20-25 minut.
LUKIER CYTRYNOWY:
Sok z 1 cytryny
2 szklanki cukru pudru
Wyciskamy sok z cytryny i zagotowujemy - wlewamy do cukru pudru i energicznie ucieramy. Polewamy wystudzone bułeczki.
SMACZNEGO :)
Kiedy pogoda za oknem nie rozpieszcza wszystkim marzy się spokojny wieczór w ciepłym domu pod kocem z książką, filmem i ciepłą herbatą w ręku. A co kiedy w taką pogodę najdzie nas ochota na coś słodkiego? Babka herbaciana będzie idealnym rozwiązaniem - szybka, prosta, łatwa i przede wszystkim pyszna! Jest wilgotna, aromatyczna i rozpływa się w ustach, czego chcieć więcej? ;) Przepis pochodzi z tej książki.
BABKA HERBACIANA:
2 torebki czarnej herbaty
100 ml wrzątku
100 gram masła
120 gram cukru
2 jajka
100 ml mleka
200 gram mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
+ ok. 80 gram herbatników (najlepiej maślanych)
Zalewamy torebki wrzątkiem i odstawiamy do zaparzenia. Rozpuszczamy masło z cukrem i mlekiem i odstawiamy do przestygnięcia. Dodajemy naszą herbatę razem z zawartością torebek. Dalej dodajemy jajka i dokładnie mieszamy. Ostatnim etapem będzie przesianie do osobnej miski mąki z proszkiem i szczyptą soli. Następnie wrzucamy mąkę do masy na bazie masła i doooookładnie mieszamy, aż uzyskamy jednolite ciasto. Na koniec wrzucamy pokruszone herbatniki i ostatni raz mieszamy. Ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180*C na około 40 minut.
POLEWA:
1 łyżka masła
1,5 łyżki cukru
5 łyżki mleka
2 łyżki kakao
Roztapiamy masło z cukrem i mlekiem, dodajemy kakao - cały czas energicznie mieszamy. Powinniśmy otrzymać gładką, błyszczącą masę - gdyby okazała się zbyt gęsta dolewamy mleka, zbyt rzadka - dodajemy kakao. Zdejmujemy ją z palnika i przez 5 minut studzimy mieszając, kiedy zacznie lekko gęstnieć wylewamy ją na przestudzone ciasto. Dekorujemy np. startą skórką z cytryny i pokruszonymi herbatnikami i SMACZNEGO :)
Jeżeli chcecie poczuć pełną jesień w swoich domach to to jest przepis idealny - dom będzie pachniał jabłkami, cynamonem i chałwą, czy może być coś lepszego na te szare i ponure dni, które ostatnio nam towarzyszą? Najlepiej smakuje na ciepło, chociaż wtedy trzeba wyjadać ją łyżeczką prosto z blachy, bo się rozpada, ale warto ;)
KRUCHY SPÓD:
2 szklanki mąki
5 łyżek cukru pudru
szczypta soli
1 jajko
3/4 kostki masła
Masło kroimy na małe kawałki i dodajemy do pozostałych składników. Szybko i energicznie zagniatamy ciasto (w razie problemów dodajcie łyżkę śmietany/jogurtu/kefiru/mleka), formujemy kulkę, owijamy folią i wstawiamy do lodówki na pół godziny. Po tym czasie wyjmujemy, rozwałkowujemy na stolnicy podsypując mąką i przenosimy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Nakłuwamy widelcem i podpiekamy przez 20 minut w temperaturze 180*.
JABŁKA:
3 kg jabłek (dowolny gatunek, ale dobrze, żeby nie puszczały dużo soku)
1 łyżka cynamonu
1 opakowanie cukru waniliowego
5 łyżek cukru brązowego
Jabłka obieramy, usuwamy gniazda i ścieramy na tarce z dużymi oczkami. Jeżeli puszczą dużo soku to musimy je odsączyć po starciu. Dodajemy cynamon, cukier i mieszamy dokładnie - próbujemy jabłek, tak aby nie były ani za kwaśne (dodajemy więcej cukru) ani za słodkie (dodajemy sok z cytryny), jeżeli nam smakują to wykładamy je na przestygnięty spód podsypany uprzednio sporą garścią bułki tartej, ewentualnie kaszy manny.
CHAŁWOWA KRUSZONKA:
200 gram chałwy
3/4 szklanki mąki
1/4 kostki masła
1/3 szklanki cukru brązowego
Masło kroimy na małe kawałki i rozcieramy z mąką i cukrem do uzyskania kruszonki (powinna być trochę bardziej sypka niż typowa kruszonka, możemy ją dodatkowo posypać mąką na tym etapie, gdyż chałwa jest tłusta). Dodajemy pokruszoną na kawałki chałwę i łączymy wszystko ze sobą - kruszonka powinna być wilgotna, zbijać się ze sobą w większe grudki, ale nie formować w jednolite ciasto.
Posypujemy jabłka kruszonką, tak aby przykryć je po całej powierzchni równomiernie i wstawiamy naszą szarlotkę do pieca nagrzanego do 180* i pieczemy ok. 1h (do momentu ładnego zarumienienia się kruszonki). SMACZNEGO :)
Zachciało mi się już poczuć jesienny klimat - herbata, dobre ciasto, koc i książka - to cieszy mnie najbardziej w zbliżającej się kolejnej porze roku! Właśnie dlatego powstał ten przepis, który dla mnie jest esencją jesiennych smaków - śliwki, cynamon i brązowy cukier! W dodatku bardzo szybki i banalnie prosty, no i przede wszystkim - przepyszny! Czego chcieć więcej? ;)
GALETTE ZE ŚLIWKAMI:
1 i 1/4 szklanki mąki pełnoziarnistej
3/4 kostki zimnego masła (150 gram) pokrojonego w drobną kostkę
1 jajko
6 łyżek brązowego cukru
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
dodatkowo:
ok. 0,5 kg śliwek
1 łyżka mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki cynamonu (bądź więcej! ;))
2 łyżki brązowego cukru
1 roztrzepane jajko
Wszystkie składniki umieszczamy w misce i szybko zagniatamy do uzyskania elastycznego ciasta (w razie gdybyśmy mieli z tym problemy możemy dodać łyżkę śmietany/jogurtu/kefiru). Uformować w kulkę, owinąć folią spożywczą i schować do lodówki na pół godziny. W tym czasie pozbawić śliwki pestek, pokroić je na paski i wymieszać w misce z mąką, cukrem i cynamonem. Wyjąć ciasto z lodówki i rozwałkować na cienki, okrągły placek (najwygodniej zrobić to od razu na papierze do pieczenia). Wyłożyć śliwki na środek i zagiąć brzegi do środka. Przełożyć na blaszkę. Brzegi galette posmarować roztrzepanym jajkiem i wsadzić je do piekarnika nagrzanego do 180* na ok. 40 minut (po 30 minutach najlepiej pilnować naszej tarty, tak aby nie przypalić jej spodu). Po wyjęciu poczekać z krojeniem do wystygnięcia - SMACZNEGO :)
Za oknem jeszcze prawdziwie wakacyjne upały, więc moje malinowe krzaki nie dają za wygraną i ciągle mogę się cieszyć ich smakiem w niemałych ilościach. Stąd też pomysł na ten sernik - idealne na chłodniejsze letnio-jesienne wieczory do kubka herbaty!
Roztapiamy razem czekolady w kąpieli wodnej i odstawiamy do ostygnięcia. Ser ucieramy z połową cukru. Następnie dodajemy żółtka i ucieramy dalej. Dodajemy przestudzoną czekoladę i budynie i miksujemy. W osobnej misce ubijamy na sztywno białka dodając do nich drugą połowę cukru - następnie łączymy je z masą serową delikatnie mieszając szpatułką. Połowę gotowej masy przelewamy do formy (u mnie tortownica 27cm) z papierem do pieczenia na dnie i bokami wysmarowanymi masłem i oprószonymi kakao, wykładamy na masę maliny i przykrywamy je pozostałą częścią masy. Wkładamy sernik do pieca nagrzanego do 180* i pieczemy przez ok. 1h - 1h 30 minut (do suchego patyczka i momentu w którym sernik przestaje się trząść) - w razie potrzeby przykrywamy jego górę papierem do pieczenia, aby nie spaliła się. Po upieczeniu studzimy w piekarniku - SMACZNEGO :)
Chodził ostatnio za mną sernik. Taki pyszny, delikatny, rozpływający się w ustach. Jednak ze względu na porę roku i dostęp do przepysznych, słodkich dzikich jeżyn postanowiłam go zrobić w nietypowej (jak dla moich domowników) wersji. I oto on, dokładnie taki na jaki miałam ochotę, a dodatek jeżyn sprawia, że ciężko się od niego oderwać, wypróbujcie sami!
KRUCHY SPÓD:
2 szklanki mąki
2 żółtka
3/4 kostki masła
szczypta soli
3 łyżki cukru pudru
Siekamy mąkę, wymieszaną z solą i cukrem pudrem, razem z masłem aż do powstania kruszonki, wtedy dodajemy żółtka i zagniatamy szybko ciasto. Zawijamy folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na co najmniej pół godziny. Po tym czasie wyjmujemy ciasto, rozwałkowujemy i przenosimy na blachę - podpiekamy w temperaturze 200*C przez ok. 20 minut do uzyskania złotego koloru.
SERNIK Z JEŻYNAMI:
1 kg zmielonego twarogu
250 gram cukru
1 opakowanie budyniu waniliowego
5 jaj (białka i żółtka oddzielnie)
ok. 400 gram jeżyn
Zmielony twaróg ucieramy mikserem z połową cukru i żółtkami. Następnie dodajemy do niego zblendowane i przetarte przez sitko jeżyny oraz mąkę i miksujemy do połączenia się wszystkich składników. W osobnej misce ubijamy pianę z białek na sztywno, dodajemy stopniowo drugą połowę cukru. Następnie dodajemy białka do masy serowej i delikatnie mieszamy przy pomocy szpatułki. Wylewamy całość na podpieczony i przestudzony spód i pieczemy w temperaturze 180* przez godzinę, aż do otrzymania suchego patyczka. Studzimy w piekarniku.
GALARETKA Z JEŻYN:
200 gram jeżyn
Pół szklanki cukru
3 łyżeczki żelatyny
Blendujemy jeżyny i przecieramy przez sitko aby pozbyć się pestek. Następnie gotujemy je przez kilka minut z cukrem, w tym czasie namaczamy 3 łyżeczki żelatyny w 15 łyżeczkach wody. Kiedy żelatyna napęcznieje ściągamy syrop jeżynowy z ognia i dodajemy do niego żelatynę (syrop nie może wrzeć!) i dokładnie mieszamy aż się rozpuści. Odstawimy do ostygnięcia. Gęstniejącą galaretkę wylewamy na ostudzony sernik i wkładamy całość do lodówki na parę godzin. Po zastygnięciu galaretki możemy się zajadać - SMACZNEGO :)
Dzisiaj wracam do Was z cudownie pysznym, letnim przepisem na ciasto, które zasmakuje każdemu łasuchowi. Blondie, czyli brownie na białej czekoladzie to wypiek znacznie słodszy i inny w konsystencji od swojej ciemnej siostry - wychodzi lżejszy, bardziej puszysty, ze względu na dodatek proszku do pieczenia. Dzięki malinom ciasto jest jeszcze pyszniejsze - przełamują słodycz sprawiając, że mamy ochotę sięgnąć po kolejny kawałek i jeszcze jeden i jeszcze drugi ;)
BLONDIE Z MALINAMI:
150 gram białej czekolady
80 gram masła
1/3 szklanki cukru pudru
3/4 szklanki mąki
2 jajka
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli garść malin (ewentualnie dwie ;))
100 gram czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej razem z masłem. Odstawiamy do przestygnięcia. W międzyczasie w misce szykujemy przesianą mąkę, cukier puder, sól i proszek do pieczenia. Wbijamy dwa jajka i wlewamy ostudzoną czekoladę z masłem - miksujemy całość do powstania jednolitej masy. Następnie dodajemy 50 gram posiekanej na kosteczkę czekolady i mieszamy. Przelewamy do małej formy - u mnie tortownica o średnicy 22 cm - wyłożonej na dnie papierem do pieczenia a boki wysmarowane masłem i układamy maliny na wierzchu, następnie wstawiamy do pieca rozgrzanego do 180* na 30 minut. Kiedy ciasto będzie ładnie zarumienione i przejdzie test suchego patyczka wyjmujemy. SMACZNEGO :)
Ah, znowu nie miałam czasu, aby zaszyć się w kuchni. Ale kiedy już mi się to udało zaszyłam się w niej jako absolwentka, kobieta niezależna i pracująca! Szał! Miniony miesiąc należał do chyba najbardziej intensywnych z tego roku, dlatego też aby odreagować pierw upiekłam dwie, cudowne chałki, jedna z czekoladą, drugą z bakaliami (nic nie relaksuje tak jak ugniatanie ciasta drożdżowego ;)) a następnie zrobiłam z nich ten pyszny, piekielnie słodki, ale wart grzechu pudding!
Zalewamy bakalie gorącą wodą i odstawiamy do namoczenia. W tym czasie kroimy nasze kromki chałki i smarujemy je masłem, a następnie dżemem i przekładamy bakaliami. Składamy je tak, aby powstała nam chałkową wieża ;) Kroimy ją na pół i wsadzamy obie części do żaroodpornych kubków/naczyń/filiżanek nasmarowanych masłem od wewnątrz. Do mleka wbijamy jajko, dodajemy śmietanę i cukier i przez chwilę mieszamy ze sobą. Zalewamy chałkę w naczyniach i odstawiamy na 10-15 minut do namoknięcia. Po tym czasie odlewamy mleko które nie zostało wchłonięte, posypujemy chałki cukrem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego na 180*. Pieczemy ok 45 minut. Po wyjęciu poczekać aż chwilę przestygną. Podawać z gałką lodów śmietankowych, SMACZNEGO :)
Dzień dobry! Słońce na szczęście ostatnio coraz częściej i odważniej się pokazuje, dlatego też po raz kolejny mam dla Was koksowy przepis (nie wiem dlaczego akurat kokosy kojarzą mi się z wiosna, wybaczcie). Ciasteczka są pyszne, kruche, delikatne w smaku no i ten zapach! Gwarantuje, że pokochacie je od razu :)
CIASTECZKA
(przepis na ok. 18 - 20 sztuk)
125 gram masła w temperaturze pokojowej
1 szklanka cukru pudru
1 duże jajko
1 szklanka wiórek kokosowych
szczypta soli
1 i 1/4 szklanki mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
Masło z cukrem pudrem miksujemy na jasną, puszystą masę. Następnie dodajemy jedno jajko i miksujemy chwilę do połączenia. Następnie dodajemy mąkę, sodę, ekstrakt, sól i sodę. Mieszamy do uzyskania jednolitego ciasta. Na koniec wsypujemy wiórki i ponownie mieszamy. Rękami formujemy kulki, które delikatnie rozpłaszczamy i układamy na papierze do pieczenia, którym jest wyłożona blaszka. Między kulkami należy zostawić dosyć spore odstępy, ciastka rozlewają się na boki podczas pieczenia. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180*C i pieczemy ok. 10 minut (aż brzegi ciasteczek będą miały złocisto-brązowy kolor. Wyciągamy, czekamy aż przestygną i SMACZNEGO :)
Dzień dobry! Mam nadzieje, że u Was jest lepiej, ale pogoda we Wrocławiu w ostatnim czasie jest niezmiennie paskudna. Dodatkowo dopadło mnie przeziębienie, dlatego też postanowiłam uraczyć się bombą kaloryczną jaką jest to ciasto. Pyszne, czekoladowe, wilgotne, i przesłodkie, czyli czego chcieć więcej! Jeżeli chcecie przełamać słodki smak, możecie zamiast pianek użyć np. truskawek, albo innych owoców, wyjdzie równie dobre :3
CIASTO CZEKOLADOWE:
Pół kostki masła/margaryny
1 szklanka cukru
6 łyżek kakao niesłodzonego
3 duże jajka
1 szklanka mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
200 gram pianek marshmallow
Margarynę roztapiamy na małym ogniu, dodajemy cukier i i kakao, mieszamy do połączenia i rozpuszczenia się składników. Kiedy masa delikatnie przestygnie dodajemy jajka i mieszamy. Na koniec dodajemy mąkę z proszkiem do pieczenia i łączymy wszystkie składniki. Ciasto przelewamy do blaszki wyłożonej papierem i układamy na nim pianki (ja przekroiłam moje na pół, aby nie były zbyt grube, jednak nie jest to konieczne.
BEZA:
4 białka
1 opakowanie budyniu waniliowego
1 opakowanie cukru waniliowego
pół szklanki cukru
Białka ubijamy na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodajemy stopniowo cukry i budyń, ubijamy dalej. Sztywną pianą pokrywamy wierzch surowego ciasta czekoladowego.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180* i pieczemy przez 35-40 minut. Wyjmujemy i czekamy aż ostygnie. SMACZNEGO :)
Dzień dobryyy! Jako, że matura zbliża się wielkimi krokami, stwierdziłam, że powinnam uaktywnić się na blogu ;) I tak oto powstało to pyszne ciasto, ciężkie i wilgotne, czyli takie jakie lubię najbardziej! No i biorąc pod uwagę aurę ostatnich dni we Wrocławiu to jego smak sprawdza się idealnie, pozwalając chociaż na chwilę zapomnieć o szarzyźnie za oknem.
MLECZKO KOKOSOWE:
(możecie użyć kupionego)
100 gram wiórków kokosowych
dwie szklanki wody
Zalewamy wiórki wodą i odstawiamy do namoczenia na ok. 15 minut. Po tym czasie wstawiamy je na palnik i doprowadzamy do wrzenia, gotujemy chwilę. Ściągamy z palnika i odstawiamy do ostudzenia. Kiedy osiągną letnią temperaturę blendujemy je razem z wodą. Następnie odcedzamy wiórki przy pomocy bardzo drobnego sita, bądź gazy, pamiętając aby wycisnąć z nich "mleko".
Wiórki odkładamy do miseczki, mleczko kokosowe gotowe!
POLEWA KRÓWKOWA:
(możecie zastąpić masą kajmakową)
1 szklanka mleka
0,5 szklanki mleczka koksowego (powyższego)
3/4 szklanki cukru
1 łyżka masła
Wszystkie składniki (poza masłem) wlewamy/wsypujemy do rondla i podgrzewamy na małym ogniu do rozpuszczenia się cukru. Następnie doprowadzamy masę do wrzenia i gotujemy ją (ciągle na małym ogniu) przez ok 40-50 minut - kiedy masa będzie miała piękny, krówkowy kolor, ściągamy ją i czekamy aż lekko przestygnie. Jeżeli wyjdzie wam za gęsta, albo wyjdzie wam po prostu krówka, to zalewacie ją gotującym się mlekiem (ilość zależy od tego jak gęsta jest masa) i rozpuszczacie ją na małym ogniu.
CIASTO KOKOSOWE:
(to już musicie zrobić sami ;) )
90 gram masła w temperaturze pokojowej
1,5 szklanki mąki
0,5 szklanki mleka
13 łyżek mleczka kokosowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
4 jajka (białka i żółtka oddzielnie)
1 szklanka cukru
Masło, żółtka i cukier ucieramy na jasną, puszystą masę. Dodajemy mleko i mleczko i miksujemy. Dodajemy mąkę i proszek do pieczenia i ponownie miksujemy, albo już mieszamy ręcznie szpatułką. Białka ubijamy na sztywną masę i przekładamy do ciasta, dokładnie, delikatnie mieszamy całość. Przelewamy do formy i pieczemy ok. 40 minut w 180* (po 30 minutach można już sprawdzać patyczkiem czy się upiekło).
Po wyjęciu, jeszcze gorące ciasto nakłuwamy widelcem i polewamy polewą krówkową. Następnie część wiórek pozostałych po mleczku i prażymy je chwilę na patelni - posypujemy ciasto dowolną ilością.
Kasia, studenka z Wrocławia, która każdą wolną chwilę najchętniej spędza w kuchni przy piekarniku! Jeżeli masz jakieś pytania lub chcesz po prostu pogadać, pisz maila! ;)