W tę piękną niedziele mam dla Was równie piękny i pyszny torcik! Aromatyczny, delikatny, elegancki i słodki - taki jakie lubię najbardziej! Słodycz płatków róży jest stonowana śmietankowym kremem, a poncz na bazie czarnej herbaty z sokiem cytryny i wodą różaną sprawia, że całość staje się idealną herbaciano-różaną kompozycją, którą chce się jeść i jeść i jeść... ;)
BISZKOPT:
(na tortownice 27cm)
7 jaj (białka i żółtka osobno)
1 szklanka cukru
1 szklanka mąki pszennej
1/3 szklanki mąki ziemniaczanej
szczypta soli
Białka ze szczyptą soli ubijamy na sztywną pianę. Zaczynamy dodawać po jednej łyżce cukru i ubijamy aż do jej rozpuszczenia (sprawdzamy poprzez rozcieranie piany między palcami - jeżeli nie czuć drobinek cukru dosypujemy kolejną łyżkę). Powtarzamy aż do opróżnienia szklanki. Kiedy uzyskamy gładką, lśniącą i sztywną pianę zaczynamy dodawać po jednym żółtku, cały czas miksując. Następnie przesiewamy do jajek wymieszane mąki - na początki dodajemy 1/3 całości i mieszamy - następnie dopiero pozostałe 2/3 mąk. Delikatnie mieszamy szpatułką do uzyskania jednolitej masy. Przelewamy ją do tortownicy (dno wykładamy papierem do pieczenia a boki smarujemy masłem i delikatnie możemy oprószyć je mąką) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180* na 35-40 minut, do momentu uzyskania suchego patyczka. Po wyjęciu biszkopta z piekarnika zrzucamy go z wysokości ok. 50cm na podłogę (w tortownicy oczywiście!) i odstawiamy do wystygnięcia.
Wystudzony biszkopt (najlepiej robić to na drugi dzień) dzielimy na trzy blaty. Przygotowujemy poncz do nasączenia i ubijamy krem.
PONCZ:
1 torebka czarnej herbaty
Sok z połowy dużej cytryny
1 łyżka wody różanej
2 łyżeczki cukru
Parzymy herbatę w szklance przygotowanej, gorącej wody. Dodajemy cukier i mieszamy do rozpuszczenia. Po wystudzeniu herbaty dodajemy sok z cytryny i wodę różaną - mieszamy. Nasączamy blaty naszego biszkopta według uznania (ja nie zużyłam całej szklanki, ale wiem, że niektórzy wolą porządnie nasączone ciasta np. moja mama :D )
KREM ŚMIETANKOWY:
500ml kremówki tortowej 36%
250 gram serka mascarpone
1 szklanka cukru pudru
2 łyżki wody różanej
Mieszamy serek mascarpone z cukrem pudrem i wodą różną. Ubijamy kremówkę. Kiedy będzie już sztywna i puszysta zaczynamy dodawać mascarpone po jednej łyżce. Ubijamy krótko, byleby do połączenia się składników. Chłodzimy w lodówce przez 15-20 minut.
W między czasie mieszamy słoiczek konfitury z płatków róż (350g) z połową opakowania (300g) marmolady różanej.
Nasączamy pierwszy blat, smarujemy go połową różanej mieszanki konfitur i marmolady i wykładamy połowę naszego śmietankowego kremu. Powtarzamy z drugim blatem. Przełożony tort wstawiamy do lodówki do schłodzenia na parę godzin (najlepiej na całą noc).
KREM DO DEKORACJI:
500 ml kremówki tortowej 36%
500 gram serka mascarpone
1 szklanka cukru pudru
1 łyżka wody różanej
Postępujemy tak jak z kremem do przełożenia - mieszamy mascarpone z cukrem pudrem i wodą, ubijamy kremówkę, wszystko łączymy i chłodzimy. Smarujemy boki tortu i ozdabiamy według uznania - ja zdecydowałam się na prostą elegancję i róże przy użyciu tylki Wiltona 1M.
SMACZNEGO :)
Jesień już zawitała na dobre, a powoli przypomina nam już o sobie zima (chociażby w postaci dzisiejszego pierwszego, nieśmiałego śniegu). Dlatego też, aby umilić sobie chłodne i długie wieczory upiekłam pyszne, aromatyczne bułeczki z dwoma nadzieniami - wiśniowym i jabłkowo-gruszkowym. Gwarantuje, że zasmakują wszystkim, szczególnie kiedy będą jeszcze ciepłe!
CIASTO DROŻDŻOWE:
Pół kostki świeżych drożdży
Pół kostki masła
1 szklanka cukru
2 żółtka
1 całe jajko
1 szklanka mleka
Pół kilo mąki
Szczypta soli
+ łyżka mąk i łyżka cukru na zaczyn
W wysokim naczyniu (np. dużym kubku) nastawiamy rozczyn - rozkruszamy do niego drożdże, dosypujemy łyżkę mąki i łyżkę cukru i całość zalewamy odrobiną ciepłego mleka (podgrzewamy wcześniej naszą szklankę mleka i z niej nalewamy tę odrobinę). Mieszamy do rozpuszczenia się drożdży i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (ok. 10-15 minut).
W tym czasie przesiewamy do miski mąkę i dosypujemy do niej szczyptę soli. Nastawiamy żółtka i jajko do ubijania z cukrem - ubijamy do momentu uzyskania puszystej, jasnej masy. W garnuszku rozpuszczamy masło i studzimy je.
Kiedy nasz rozczyn podwoi swoja objętość (jeżeli potroi to nawet jeszcze lepiej!) przelewamy go do mąki i mieszamy szpatułką. Następnie dolewamy pozostałe mleko i ponownie mieszamy. Potem dodajemy ubite jajka i również mieszamy całość. Odkładamy szpatułkę i stopniowo dolewając masło małymi partiami (przed dodaniem kolejnej ciasto musi dokładnie wchłonąć poprzednia partię) zaczynamy zagniatać ciasto. Możemy to również zrobić przy pomocy robota - wtedy do misy wlewamy całe roztopione masło i zagniatamy odpowiednią końcówką. Wyrabiamy ciasto przez 10-20 minut, aż będzie gładki i elastyczne, nie powinno nam się bardzo kleić do dłoni. Zawijamy miskę folią spożywczą i odstawiamy do ciemnego i ciepłego miejsca do wyrośnięcia, aż ciasto podwoi swoją objętość (powinno to zająć 1-2h). Możemy również odstawić ciasto do wyrastania na całą noc do lodówki.
Kiedy ciasto nam rośnie przygotowujemy nasze nadzienia do bułek.
WIŚNIE GOTOWANE Z KARDAMONEM I WANILIĄ:
300 gram wiśni (ja użyłam tych ze słoika razem z sokiem)
1 płaska łyżka kardamonu
1 laska wanilii
1 płaska łyżka skrobi ziemniaczanej
+ cukier (jeżeli używamy świeżych wiśni to ok. 3-4 łyżek, do smaku, a jeżeli tak ja ja, tych ze słoika w gotowym syropie to możecie go w ogóle nie dodawać)
W przypadku świeżych owoców - pozbawiamy ich pestek, zasypujemy cukrem i wstawiamy na mały ogień czekając aż puszczą soki - wtedy dodajemy kardamon i wanilię (nasionka z wydrążoną laską) i gotujemy całość przez parę minut. Rozpuszczamy łyżkę skrobi ziemniaczanej w paru łyżkach soku i wlewamy do zagotowanych owoców. Zdejmujemy z palnika i mieszamy do zgęstnienia - odstawiamy do wystudzenia.
W przypadku owoców ze słoika - przelewamy je do garnuszka, dodajemy przyprawy i zagotowujemy. W razie potrzeby dosypujemy cukier do smaku. Rozpuszczamy łyżkę skrobi ziemniaczanej w paru łyżkach soku i wlewamy do
zagotowanych owoców. Zdejmujemy z palnika i mieszamy do zgęstnienia -
odstawiamy do wystudzenia.
KARMELIZOWANE, CYNAMONOWE JABŁKA I GRUSZKI:
4 duże jabłka
4 duże gruszki
1 łyżka cynamonu
6 łyżek cukru
1 łyżeczka masła
Jabłka i gruszki obieramy, pozbawiamy gniazd i kroimy w kostkę. Zasypujemy cynamonem i mieszamy. Na patelni (najlepiej ceramicznej) wsypujemy cukier i masło - podgrzewamy na dużym ogniu, aż do uzyskania złotego, lekko brązowego koloru - wtedy wsypujemy nasze owoce, zmniejszamy ogień i smażymy je, aż zmiękną (owoce powinny puścić sok, jeżeli będzie go sporo, należy zwiększyć ogień, aby odparował). Odstawiamy do ostygnięcia.
Po wyrośnięciu ciasta przekładamy je na stolnicę i formujemy z nich bułeczki z przygotowanymi nadzieniami - wielkość i kształt dowolne ;) W razie gdyby ciasto mocno się kleiło - podsypujemy je mąką.
Uformowane bułeczki przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, smarujemy rozbełtanym jajkiem z odrobiną mleka i odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce jeszcze na 10-15 minut. Po tym czasie możemy je posypać kruszonką i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180*C na ok. 25-30 minut. Studzimy na kratce bądź zjadamy jeszcze gorące, SMACZNEGO :)
Rok temu na blogu pojawił się przepis na te klasyczne bułeczki cynamonowe, natomiast dzisiaj mam dla Was ulepszoną, czekoladową wersję! Tym razem dopracowałam ciasto, teoretycznie niewielka różnica w przepisie, jednak wyszło ono znacznie delikatniejsze i puszyste, idealne! Polecam wszystkim łasuchom, szczególnie teraz, kiedy pogoda nas nie rozpieszcza.
CIASTO DROŻDŻOWE:
(przygotować dzień wcześniej)
Pół kostki drożdży świeżych (50gram)
Pół kilo mąki (500 gram)
100 gram cukru białego
Szklanka mleka
Pół kostki masła
2 żółtka
1 całe jajko
Szczypta soli
Podgrzewamy mleko, tak aby było cieple, ale nie parzyło nas w palec. W małym garnuszku rozkruszamy drożdże, dosypujemy do niech łyżkę mąki i łyżkę cukru i zalewamy je mlekiem (odrobiną, byleby przykryła wszystkie składniki znajdujące się w garnuszku), mieszamy dokładnie do momentu rozpuszczenia drożdży i odstawiamy do ciepłego miejsca na ok. 10-15 minut do czasu podwojenia ich objętości. W między czasie rozpuszczamy i studzimy masło. Żółtka i jajko ubijamy z cukrem na puszystą, jasną masę. Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy szczyptę soli i wlewamy zaczyn - mieszamy. Następnie dolewamy mleko i ponownie mieszamy. Teraz dodajemy ubite jajka i również mieszamy (to możemy już wymieszać ręcznie, powoli zaczynając zagniatać ciasto). Teraz dolewamy 1/3 masła i zagniatamy delikatnie z ciastem do momentu, aż zostanie całkowicie wchłonięte, robimy tak jeszcze dwa razy, Kiedy skończymy dodawać masło powinniśmy otrzymać gładkie, jasne i sprężyste ciasto, które będzie się delikatnie kleić do naszych rąk - zagniatamy je jeszcze przez 10-20 minut (w razie potrzeby możemy podsypywać je mąką). Po tym czasie owijamy miskę folią spożywczą albo przykrywamy ściereczką i odstawiamy do lodówki na całą noc (ok. 8-10h) do wyrośnięcia.
NADZIENIE CZEKOLADOWE:
100 gram masła
Pół szklanki cukru pudru (drobnego do wypieków)
3 czubate łyżki kakao
Roztapiamy masło z cukrem, dodajemy kakao i mieszamy aż otrzymamy gęstą, jednolitą masę. Gdyby była za rzadka - dodajemy więcej kakao, gdyby za gęsta - dolewamy odrobinę mleka, grunt, aby nie wypływała po zawinięciu ciasta - ma być dosyć zwartą masą.
Ostudzoną masą czekoladową smarujemy rozwałkowane cienko ciasto drożdżowe i zawijamy je wzdłuż dłuższego brzegu - powstałą w ten sposób roladę kroimy na ok. 20-24 bułeczki. Układamy je na blaszce przy okazji delikatnie je spłaszczając ręką. Smarujemy je roztrzepanymi żółtkami (ja potrzebowałam dwóch) z odrobiną mleka i odstawiamy na jakieś 15 minut do wyrośnięcia. Po tym czasie wstawiamy je do pieca nagrzanego do 180*C i pieczemy przez 20-25 minut.
LUKIER CYTRYNOWY:
Sok z 1 cytryny
2 szklanki cukru pudru
Wyciskamy sok z cytryny i zagotowujemy - wlewamy do cukru pudru i energicznie ucieramy. Polewamy wystudzone bułeczki.
SMACZNEGO :)
Kiedy pogoda za oknem nie rozpieszcza wszystkim marzy się spokojny wieczór w ciepłym domu pod kocem z książką, filmem i ciepłą herbatą w ręku. A co kiedy w taką pogodę najdzie nas ochota na coś słodkiego? Babka herbaciana będzie idealnym rozwiązaniem - szybka, prosta, łatwa i przede wszystkim pyszna! Jest wilgotna, aromatyczna i rozpływa się w ustach, czego chcieć więcej? ;) Przepis pochodzi z tej książki.
BABKA HERBACIANA:
2 torebki czarnej herbaty
100 ml wrzątku
100 gram masła
120 gram cukru
2 jajka
100 ml mleka
200 gram mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
+ ok. 80 gram herbatników (najlepiej maślanych)
Zalewamy torebki wrzątkiem i odstawiamy do zaparzenia. Rozpuszczamy masło z cukrem i mlekiem i odstawiamy do przestygnięcia. Dodajemy naszą herbatę razem z zawartością torebek. Dalej dodajemy jajka i dokładnie mieszamy. Ostatnim etapem będzie przesianie do osobnej miski mąki z proszkiem i szczyptą soli. Następnie wrzucamy mąkę do masy na bazie masła i doooookładnie mieszamy, aż uzyskamy jednolite ciasto. Na koniec wrzucamy pokruszone herbatniki i ostatni raz mieszamy. Ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180*C na około 40 minut.
POLEWA:
1 łyżka masła
1,5 łyżki cukru
5 łyżki mleka
2 łyżki kakao
Roztapiamy masło z cukrem i mlekiem, dodajemy kakao - cały czas energicznie mieszamy. Powinniśmy otrzymać gładką, błyszczącą masę - gdyby okazała się zbyt gęsta dolewamy mleka, zbyt rzadka - dodajemy kakao. Zdejmujemy ją z palnika i przez 5 minut studzimy mieszając, kiedy zacznie lekko gęstnieć wylewamy ją na przestudzone ciasto. Dekorujemy np. startą skórką z cytryny i pokruszonymi herbatnikami i SMACZNEGO :)
Jeżeli chcecie poczuć pełną jesień w swoich domach to to jest przepis idealny - dom będzie pachniał jabłkami, cynamonem i chałwą, czy może być coś lepszego na te szare i ponure dni, które ostatnio nam towarzyszą? Najlepiej smakuje na ciepło, chociaż wtedy trzeba wyjadać ją łyżeczką prosto z blachy, bo się rozpada, ale warto ;)
KRUCHY SPÓD:
2 szklanki mąki
5 łyżek cukru pudru
szczypta soli
1 jajko
3/4 kostki masła
Masło kroimy na małe kawałki i dodajemy do pozostałych składników. Szybko i energicznie zagniatamy ciasto (w razie problemów dodajcie łyżkę śmietany/jogurtu/kefiru/mleka), formujemy kulkę, owijamy folią i wstawiamy do lodówki na pół godziny. Po tym czasie wyjmujemy, rozwałkowujemy na stolnicy podsypując mąką i przenosimy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Nakłuwamy widelcem i podpiekamy przez 20 minut w temperaturze 180*.
JABŁKA:
3 kg jabłek (dowolny gatunek, ale dobrze, żeby nie puszczały dużo soku)
1 łyżka cynamonu
1 opakowanie cukru waniliowego
5 łyżek cukru brązowego
Jabłka obieramy, usuwamy gniazda i ścieramy na tarce z dużymi oczkami. Jeżeli puszczą dużo soku to musimy je odsączyć po starciu. Dodajemy cynamon, cukier i mieszamy dokładnie - próbujemy jabłek, tak aby nie były ani za kwaśne (dodajemy więcej cukru) ani za słodkie (dodajemy sok z cytryny), jeżeli nam smakują to wykładamy je na przestygnięty spód podsypany uprzednio sporą garścią bułki tartej, ewentualnie kaszy manny.
CHAŁWOWA KRUSZONKA:
200 gram chałwy
3/4 szklanki mąki
1/4 kostki masła
1/3 szklanki cukru brązowego
Masło kroimy na małe kawałki i rozcieramy z mąką i cukrem do uzyskania kruszonki (powinna być trochę bardziej sypka niż typowa kruszonka, możemy ją dodatkowo posypać mąką na tym etapie, gdyż chałwa jest tłusta). Dodajemy pokruszoną na kawałki chałwę i łączymy wszystko ze sobą - kruszonka powinna być wilgotna, zbijać się ze sobą w większe grudki, ale nie formować w jednolite ciasto.
Posypujemy jabłka kruszonką, tak aby przykryć je po całej powierzchni równomiernie i wstawiamy naszą szarlotkę do pieca nagrzanego do 180* i pieczemy ok. 1h (do momentu ładnego zarumienienia się kruszonki). SMACZNEGO :)
Zachciało mi się już poczuć jesienny klimat - herbata, dobre ciasto, koc i książka - to cieszy mnie najbardziej w zbliżającej się kolejnej porze roku! Właśnie dlatego powstał ten przepis, który dla mnie jest esencją jesiennych smaków - śliwki, cynamon i brązowy cukier! W dodatku bardzo szybki i banalnie prosty, no i przede wszystkim - przepyszny! Czego chcieć więcej? ;)
GALETTE ZE ŚLIWKAMI:
1 i 1/4 szklanki mąki pełnoziarnistej
3/4 kostki zimnego masła (150 gram) pokrojonego w drobną kostkę
1 jajko
6 łyżek brązowego cukru
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
dodatkowo:
ok. 0,5 kg śliwek
1 łyżka mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki cynamonu (bądź więcej! ;))
2 łyżki brązowego cukru
1 roztrzepane jajko
Wszystkie składniki umieszczamy w misce i szybko zagniatamy do uzyskania elastycznego ciasta (w razie gdybyśmy mieli z tym problemy możemy dodać łyżkę śmietany/jogurtu/kefiru). Uformować w kulkę, owinąć folią spożywczą i schować do lodówki na pół godziny. W tym czasie pozbawić śliwki pestek, pokroić je na paski i wymieszać w misce z mąką, cukrem i cynamonem. Wyjąć ciasto z lodówki i rozwałkować na cienki, okrągły placek (najwygodniej zrobić to od razu na papierze do pieczenia). Wyłożyć śliwki na środek i zagiąć brzegi do środka. Przełożyć na blaszkę. Brzegi galette posmarować roztrzepanym jajkiem i wsadzić je do piekarnika nagrzanego do 180* na ok. 40 minut (po 30 minutach najlepiej pilnować naszej tarty, tak aby nie przypalić jej spodu). Po wyjęciu poczekać z krojeniem do wystygnięcia - SMACZNEGO :)
Za oknem jeszcze prawdziwie wakacyjne upały, więc moje malinowe krzaki nie dają za wygraną i ciągle mogę się cieszyć ich smakiem w niemałych ilościach. Stąd też pomysł na ten sernik - idealne na chłodniejsze letnio-jesienne wieczory do kubka herbaty!
Roztapiamy razem czekolady w kąpieli wodnej i odstawiamy do ostygnięcia. Ser ucieramy z połową cukru. Następnie dodajemy żółtka i ucieramy dalej. Dodajemy przestudzoną czekoladę i budynie i miksujemy. W osobnej misce ubijamy na sztywno białka dodając do nich drugą połowę cukru - następnie łączymy je z masą serową delikatnie mieszając szpatułką. Połowę gotowej masy przelewamy do formy (u mnie tortownica 27cm) z papierem do pieczenia na dnie i bokami wysmarowanymi masłem i oprószonymi kakao, wykładamy na masę maliny i przykrywamy je pozostałą częścią masy. Wkładamy sernik do pieca nagrzanego do 180* i pieczemy przez ok. 1h - 1h 30 minut (do suchego patyczka i momentu w którym sernik przestaje się trząść) - w razie potrzeby przykrywamy jego górę papierem do pieczenia, aby nie spaliła się. Po upieczeniu studzimy w piekarniku - SMACZNEGO :)
Kasia, studenka z Wrocławia, która każdą wolną chwilę najchętniej spędza w kuchni przy piekarniku! Jeżeli masz jakieś pytania lub chcesz po prostu pogadać, pisz maila! ;)